Joanna Kłusak | architekt Kraków – projekty budowlane i projekty wnętrz

W ubiegłym roku wraz z moimi chłopakami spędziłam kilka dni w Kopenhadze. To miasto odwiedziłam już po raz trzeci i za każdym razem wpadam w zachwyt nad świetnie pracującą machiną, jaką jest skandynawskie społeczeństwo. Codzienna praca na rzecz wspólnego dobra, długoterminowe rozwiązania, służące społecznościom lokalnym i nie tylko, są znakiem rozpoznawczym Danii, Szwecji, czy Norwegii.

Jeden z wielu obszarów, z których warto czerpać pełnymi garściami, to przestrzeń publiczna w Kopenhadze. Podczas moich kilku pobytów tutaj obserwowałam świetne rozwiązania tej części tkanki miejskiej, u nas wciąż traktowanej po macoszemu. Wierzę, że niedługo w naszym kraju również zaczniemy tak planować wspólne przestrzenie, integrujące mieszkańców. Krakowskim skowronkiem zmian jest Projekt Superścieżka (konsultowany przez kopenhaskiego guru od przestrzeni miejskiej Jana Gehla), który właśnie wszedł w fazę realizacji.

A teraz Kopenhaga!

Israel Plads, na którym spędziliśmy trochę czasu, znajduje się pomiędzy pięknym parkiem a centrum miastem – jest łącznikiem pomiędzy dwoma przestrzeniami. Elementy, które spinają te dwa różne przecież światy to drzewa, pojawiające się na placu oraz woda, płynąca ze strumienia-fontanny, wbijającym się klinem na placu i wpływająca na teren parku. Bardzo podoba mi się to przejście: drzewa „wychodzą” z parku na plac, woda z placu zasila staw w parku 🙂 Drzewa wcinają się w plac, co podkreśla nieregularna jego krawędź.

israel square

A jak przyjrzymy się z bliska, to jest jeszcze lepiej: plac Israel to naprawdę miejsce dla ludzi – oferuje mnóstwo przestrzeni, gdzie można usiąść, odpocząć, porozmawiać, spotkać się ze znajomymi, a także daje wiele możliwości ruchu na świeżym powietrzu: jest boisko do koszykówki, piłki nożnej i piłki ręcznej w jednym, miejsce dla rolkarzy i skate’owców, albo rowerowych freaków 🙂 koło w lewej części placu jest zjazdem do garażu podziemnego. Prawdę mówiąc zwróciłam na to uwagę już wychodząc z placu, tak jest nieuciążliwy.

Tutaj monumentalne schody, które służą jako miejsce spotkań, wygrzewania się w słońcu, a także… wyrażania politycznych poglądów 😉 U podnóża schodów wspomniana już fontanna, z której woda strumieniem wpływa do parku. Nad „korytem rzeki”znajdują się metalowe koła i betonowe platformy – idealne do pokonywania susami, dzieci Wam powiedzą. Naszego młodszego synka wyciągaliśmy w każdym razie z tego strumienia 🙂

1024_DSC_0112

1024_DSC_0113

1024_DSC_0114

Mamy więc młodych rolkarzy, ćwiczących swe umiejętności na sprytnie rozwiązanym otoczeniu boiska. Miękki tartan zamortyzuje ewentualne upadki 🙂 To zresztą nie tylko tor przeszkód, to również widownia wokół boiska, z której można kibicować zawodnikom.

1024_DSC_0134 1024_DSC_0135

Boisko 3 w jednym, albo i nawet lepiej, to pomysł genialny w swej prostocie. Pomimo chłodnego dnia nie zabrakło amatorów koszykówki. 1024_DSC_0323

Betonowy krater wkomponowany w plac, po którym śmiga rowerzysta.

1024_DSC_0324

Na takiej ławeczce z kolei grupka Duńczyków urządziła sobie w sobotnie przedpołudnie regularne męskie spotkanie towarzyskie. Lodówka turystyczna kryła wiadome napoje, a panowie zdecydowanie dobrze się bawili. Spożycie alkoholu w miejscu publicznym nie jest tu zabronione, o ile przy okazji nie dochodzi do zakłócenia porządku.

1024_DSC_0131

Okrągła barierka zabezpiecza zjazd do garażu podziemnego. Jest to niemal niezauważalna ingerencja pojazdów w przestrzeń placu. Obok zjazdu zamontowane są urządzenia, na których można poćwiczyć zręczność i równowagę.

1024_DSC_0330 1024_DSC_0129

W sąsiedztwie znajduje się mały plac handlowy z produktami bio i eko 🙂 Kaktusy skradły moje serce 🙂

1024_DSC_0139 1024_DSC_0138

Budki streetfoodowe oczywiście zaprojektowane, nie ma tu nic przypadkowego 🙂 Poza budkami jest też hala ze stoiskami, gdzie można zaopatrzyć się we wszelakie zdrowe i eko produkty, począwszy od jedzenia na kosmetykach kończąc.

1024_DSC_0142

Z ciekawostek: Israel Plads został zaprojektowany jako „latający dywan” – jego konstrukcja z płyt granitowych uniesiona jest nad powierzchnią terenu.

To miejsce, które świetnie funkcjonuje w miejskiej przestrzeni od 3 lat, bo wtedy została zakończona realizacja zwycięskiego projektu rewitalizacji placu, opracowanego przez architektów z COBE.

Drodzy,
1 października 2013 r. wystartowała marka Joanna Kłusak | Architekt. Obchodzimy już 2 urodziny i jest to świetna okazja, by trochę o nas opowiedzieć.

1024_TORT

Dwa lata temu rozpoczęła się moja przygoda z samodzielną pracą architekta. Była to najlepsza rzecz, jaką mogłam zrobić w swojej zawodowej karierze. Nic nie może równać się z doświadczeniem, które zdobywa się działając jako specjalista w swojej dziedzinie oraz szef, handlowiec, ekspert, menedżer, asystentka, personel sprzątający i kierowca w jednym 🙂 Wszystko wskazuje na to, że poszło mi to całkiem dobrze. Po dwóch latach z domowego biura przeniosłam się do własnej, pięknej pracowni! Po roku dołączyły do mnie dwie fantastyczne dziewczyny – Ewa Jasińska i Agnieszka Marcinkowska. Najwyższa pora, żeby je przedstawić 🙂

1024_TEAM__________________

Ewa rozwija tu swoje doświadczenie, które zdobyła w innych pracowniach projektowych w Polsce i w Australii. Dla Agnieszki jest to pierwszy kontakt z pracą architekta, za miesiąc będzie bronić pracę dyplomową na Wydziale Architektury.

Jedną z pierwszych infografik, jakie Wam przedstawiałam, to Joanna Kłusak Architekt w liczbach 🙂 Po dwóch latach możemy dodać kolejne projekty, które w tym czasie powstały w pracowni. Sami zobaczcie:

JKA W LICZBACH_1024

W ciągu tego czasu nasza praca została nagrodzona kolejnymi świetnymi referencjami od wielu zadowolonych Klientów. Zaufało nam m.in. Allegro, Gmina Niepołomice oraz wielu prywatnych inwestorów, którzy powierzyli nam projekty swoich domów, mieszkań i innych zamierzeń inwestycyjnych.

A jak to wygląda na co dzień? Wystarczy popatrzeć na zdjęcia, które dla Was z tej okazji wybrałam 🙂

Pracownia, którą teraz zajmujemy to 45 m2 poddasza 🙂 Niegdyś było mieszkaniem, a po remoncie, który został przeprowadzony, zyskało zupełnie nowe oblicze. Trochę wyburzeń, przestawiania ścian, gipsowania, malowania i tapetowania i oto jest: bardzo wygodna pracownia, która ochrzczona została przez naszą ekipę budowlaną „gołębnikiem” – nie wiem, czy ze względu na położenie, czy na zawartość 😉 W każdym razie z tego miejsca pozdrawiamy gorąco naszych Panów budowlańców! 🙂

Poniżej (zawsze efektowne) zdjęcia pokazujące stan „przed” i „po” 🙂

Przedtem salon, teraz pokój biurowy! Jest nas 3, ale jakby trzeba było powiększyć zespół, jest jeszcze miejsce dla jednej osoby 🙂

1024_1.SALON_POKÓJ BIUROWY

Niegdyś sypialnia, dzisiaj sala konferencyjna:

1024_SALA KONFERENCYJNA

Kuchnia kiedyś i kuchnia teraz:

1024_KUCHNIA

Łazienka kiedyś i łazienka po kilku, drobnych zabiegach upiększających:

1024_ŁAZIENKA

Tak wyglądało to w trakcie prac – rąk do pomocy nie brakowało i każdy ma w tym swój udział 🙂

1024_REMONT___

Uwielbiamy metamorfozy wnętrz – Wy też prawda? To, co udało się zrobić z pracownią jest całkiem spektakularnym wyczynem 🙂 Po kilku miesiącach pracy w tym miejscu, muszę przyznać, że była to bardzo dobra decyzja. Pracuje nam się tutaj naprawdę dobrze.

Wiecie już, gdzie pracujemy. A teraz zobaczcie, jak wygląda nasza praca na co dzień.

Opracowanie projektu pewnie każdy z Was mniej więcej sobie wyobraża. Zasadniczo siedzimy wtedy z nosami w monitorach i rysujemy nasze „kreseczki”.

Pracujemy intensywnie i na każdym etapie dbamy o to, by projekty były na jak najwyższym poziomie.

1024_PRACA

Czasem rysunki przypominają np. transatlantyki 😉

1024_PRACA_2

Gotowy projekt trzeba wydrukować i „poskładać”, czyli rozłożyć na 4 lub więcej egzemplarzy, dołożyć wszelkie papiery formalno-prawne, uprawnienia, spisy treści i wiele innych ważnych składowych. Jakoś tak wychodzi, że te projekty zazwyczaj kończą na podłodze 🙂 Ale jak mają 377 stron to już naprawdę nie ma wyjścia 🙂

1024_PRACA_3

To dokumenty formalno-prawne do projektu:

1024_PRACA_4

A tu już zasadniczo poukładane 4 egzemplarze projektu budowlanego. Żółte karteczki to strony, na których podbiją i podpiszą się jeszcze projektanci:

1024_PRACA_5

Deadline oznacza najczęściej nocną zmianę, to już chyba wpisane w ten zawód 🙂 Pomocne bywają energetyczne wspomagacze, szczególnie, gdy w ogóle nie pija się kawy…

1024_PRACA_7

Na końcu trzeba projekt ponumerować. Czasem dopiero w Urzędzie – też dajemy radę 🙂

1024_PRACA_6

Rower parkuje na wielu krakowskich budowach 🙂 To przecież najlepszy w mieście środek transportu, prawda?

ROWER_

Zdarza się, choć rzadko, pracować w nietypowych warunkach. Na przykład kiedy młodszy syn szefowej wdrapie się na kolana. Ale przecież u Pani Agnieszki jest bardzo fajnie, np. są paluszki 🙂

1024_DIDI_2

Ta latorośl zwiedza czasem budowę 🙂 Nie muszę nawet mówić, że lubi budować wieże z klocków, a na ogródku stawia fundamenty pod ogrodzenie 😉

DIDI

A tak na co dzień… bywamy przyczyną większych i mniejszych demolek. Ściana w biurze to bułka z masłem. Szkoła podstawowa to było coś!

1024_DEMOLKI

Szkolimy się regularnie 🙂

1024_SZKOLENIE

Śledzimy nowości w świecie wnętrz i designu.

1024_VIRTUS

Na wszelkich targach designu, rzeczy ładnych i innych weekendowych eventach, stałym bywalcem i najlepszym towarzyszem jest starszy syn szefowej!

1024_WOJTUŚ

Nasza drukarka przemawia czasem po hiszpańsku!

1024_DRUKARKA ESP

Napisali też o nas w prasie – dwa artykuły w ogólnopolskich czasopismach (Gazeta Wyborcza i Murator) to naprawdę niezły wynik!

1024_PRASA_1

Było też kilka artykułów o pensjonacie w Bieszczadach.

ZW_1024

SZ_1024

PB_1024

Ale tak poza oficjalnymi sytuacjami… szpilki zamieniamy na trampki 🙂

1024_TRAMPKI

A w torebce architektki znaleźć można m.in. taśmę do mierzenia, a bywa, że i młotek 😉 Torba jest oczywiście torbą Lego!

1024_TOREBKA ARCHITEKTA

Dla naszych Klientów dobieramy tylko najlepsze kolory!

1024_WZORNIKI

Szperamy w miejskich archiwach, żeby dotrzeć do wszelkiej dokumentacji obiektów, nad którymi pracujemy.

1024_ARCHIWUM

Zwiedzamy budowy, bo fajnie jest zobaczyć proces inwestycyjny od drugiej strony (i przy okazji zrobić selfie z kierownikiem) 🙂

1024_TEAM_2_kombo_

Układamy podłogowe mozaiki – bardzo odprężające zajęcie, polecamy!

1024_MOZAIKA_1_

Świętujemy nasze uroczystości:) Tutaj wybitny home-made wegański tort czekoladowy!

1024_TORT

Praca architekta angażuje nierzadko wszystkie siły, ale znajdujemy też czas na odreagowanie i wygląda to mniej więcej tak:

1024_TEAM_1

Z okazji 2 urodzin życzymy więc sobie kolejnych projektowych wyzwań, niech poprzeczka nadal tkwi wysoko, bo w końcu o to chodzi, żeby wszystko, co się robi, robić z pasją, zaangażowaniem i wiarą w sens swoich działań 🙂 Satysfakcja nasza i naszych Klientów daje nam energię do dalszej pracy i oby tak przez kolejne lata! Wznosimy więc toast za zdrowie radosnego teamu Pracowni Architektonicznej Joanny Kłusak!

 

* Zdjęcia pochodzą z archiwum pracowni, a te, które ewidentnie wyglądają na profesjonalne, wykonała nasza zaprzyjaźniona fotografka Ania Kurnyta, która miała dość cierpliwości, by spędzić z nami kilka godzin próbując wśród naszych wygłupów zrobić zdjęcia portretowe i uchwycić w obiektywie naszą pracownię 🙂 <3

To była długa nieobecność na blogu, nie da się ukryć. Generalnie dzieje się bardzo dużo i w dodatku dobrego 🙂 Na teraz niech wystarczy Wam wiadomość, że praca pochłonęła mnie totalnie, do tego stopnia, że… No właśnie, o tym następnym razem, obiecuję 🙂

Tymczasem wracam do bloga i do prezentowania Wam kulis moich architektonicznych zajęć. Rozpocznę od przedstawienia Wam mojej wyjątkowej realizacji. Mowa o pensjonacie Horb w Bieszczadach. Już kiedyś Wam o nim pisałam (Bieszczady, Bieszczady albo A tymczasem w prasie…), ale jakiś czas temu sama odwiedziłam Horb! Okazją był majowy weekend tego roku, kiedy razem z przyległościami pojechaliśmy w końcu w Bieszczady. O innej niż Horb miejscówce, nie ma nawet mowy 🙂

Spotkanie oko w oko z realizacją własnego projektu zawsze jest dla mnie emocjonujące. Towarzyszy temu sporo ekscytacji, ale też oczekiwań i obaw (czy wyszło dokładnie tak, jak chciałam?). Tu było podobnie, tym bardziej, że mnie i Horb dzielą blisko 4 godziny podróży samochodem, a więc na tyle duża odległość, że na budowę nie zaglądałam tak, jak zaglądam na wszystkie pobliskie moje realizacje. Z Horbem jest za to inna sprawa – nie tylko mogłam go zobaczyć, ale mogłam w nim pomieszkać 😀 To jest dopiero okazja do sprawdzenia, jak to wszystko działa!

Widok, który znałam dotąd ze zdjęć, stał się więc w końcu jawą – oto i Horb, pensjonat w sercu Bieszczad, gdzie cisza i lisy, i zające, i dzika przyroda jest na wyciągnięcie ręki. A jak spojrzysz na wschód, to zobaczysz Połoniny…

Droga do pensjonatu jest bajkowa – ubita, z koleinami, w zimie zasypana śniegiem, tak, że tylko wystające, specjalne patyki wyznaczają trasę. Tutaj deszczowy dzień – jeden, jaki się zdarzył podczas majówki. Z gór paruje woda, chmury usiadły na szczytach. Prawda, że pięknie?

B5_

Tak prezentuje się pensjonat z bliska. Ściany ozdobione bojkowskimi wzorami, dwie bryły, rozdzielone niskim łącznikiem, skala budynku wzbudzająca poczucie stabilności i bezpieczeństwa. Fajnie 🙂

B1_

B2_

No to wybiegłam od razu na wielki ogród!

A1_

A2_

A widoki są zapierające dech w piersiach 🙂 Tu Połoniny schowały się w chmurach.

W5_

A tu już są w całej okazałości:) Na zdjęciu poniżej widać kilka hamaków – można się wygodnie ułożyć i kontemplować to cudowne miejsce w rytm niespiesznego kołysania. Czego chcieć więcej, gdy przyjeżdża się z miejskiego armagedonu pracy, załatwień, obowiązków, tysiąca maili i telefonów? Tu jest coś takiego, czego nie doświadcza się na co dzień. Tu jest cisza. Naprawdę. Tu po raz pierwszy od lat usłyszałam ciszę. Co za wspaniałe uczucie, zapewniam Was – bezcenne 🙂

W2_

A3_

Rzut oka na pensjonat od południowej strony. Na wyniesieniu, na garbie (horbie) jest okazały. A tak naprawdę bardzo przytulny 🙂

B4_

B3_

Wieczorem, po deszczowym dniu, pogoda zaczęła się poprawiać. Ale w jaki sposób się poprawiała – sami zobaczcie:)

W7_

W1_

A rankiem przywitały nas takie bajkowe mgły. I znikały tak szybko, że trudno było nadążyć z fotografowaniem 🙂

W6_

Wchodzimy do środka?

Na początek recepcja i niezwykła rzeźba „Babcie” – jedna nie widzi, druga nie słyszy, trzecia nie mówi. Co za motto pobytu w Bieszczadach! 🙂

S1_

Potem jadalnia – serce pensjonatu, gdzie goście mogą zjeść śniadanie. A gospodarzem jest najsympatyczniejszy kucharz ever, który serwuje doskonałe śniadania. W zasadzie dla samych śniadań, mogłabym spędzić tam resztę życia 🙂

S4_

Ja wiem, że to miało być o architekturze, ale ujęły mnie kieszonki na sztućce. Nawet tu jest wyszyte logo 😉 W otchłani mojego komputera zapodziało się gdzieś zdjęcie śniadania w Horbie, nad czym boleję, bo było co pokazywać 🙂 Mój mąż się ucieszy za to, bo nie znosi, gdy robię zdjęcia posiłkom. Nie mam pojęcia, o co mu chodzi, słowo daję.

S5_

Świetne jest to, że w tym pensjonacie wszystko jest dopracowane i przemyślane. Na takie rzeczy też zwraca się uwagę, czyż nie? Jeśli w pokoju mam piękny, ceramiczny czajnik i porcelanowe kubki, to jestem zachwycona. Że właściciel o tym pomyślał. Że nie kupił po prostu nietłukących szklanek, tylko nabył, specjalnie dla swoich gości, eleganckie kubki. Że torebki z herbatą są w stylowym, drewnianym pudełku. Że w oknach wiszą fajne zasłony, a pościel jest wygodna i przyjemna. Ot tak, życie składa się z detali 🙂 I niezwykle miło jest, gdy na wyjeździe weekendowym, jest się tak zadbanym 🙂

Na dowód kilka zdjęć 🙂 Właśnie przyjechaliśmy, a nasz pokój jest świetny. I nie tylko nasz, wszystkie są takie 🙂 Drewniana, charakterna podłoga, drewniane, solidne meble. Opiewany już przeze mnie zestaw herbaciany i wygodne łóżka 😉 Przytulnie, miło, komfortowo.

S2_

Szerokie korytarze, piękne drzwi, jasno, przestrzennie.

S3_

Na ścianach korytarzy klasyka polskiego plakatu – oczywiście w tematyce bieszczadzkiej 🙂

S6_

A tutaj cała seria zdjęć, gdzie chciałam pokazać, jak okna w pensjonacie kadrują przepiękne bieszczadzkie widoki. Te okna to są obrazy. Kto nie chciałby mieć takich na ścianie, co nie?

O5_

O4_

O1_

O3_

okno

A tak wygląda teren poniżej pensjonatu. Wiosna dopiero się budzi. Jest wspaniale 🙂

W4_

Przed samym wyjazdem do domu, zerknęłam jeszcze do księgi pamiątkowej i zobaczyłam, jak bardzo goście Horbu dobrze się tu bawili i wypoczywali. Wpisów jest mnóstwo i wszystkie bardzo pozytywne. Przyznam, że mam wielką satysfakcję, że razem z moją przyjaciółką-architektką, Joasią Ozorowską, przyczyniłyśmy się do powstania tego miejsca 🙂

Jeśli więc kiedykolwiek zapragnęlibyście spokoju, ciszy, odpoczynku, to pojedźcie właśnie tam, do Strzebowisk. Nie będziecie żałować 🙂

Na chwilę zostawiam zabytkowe kamienice i klasztory, i tym razem napiszę Wam o żłobku. Na te obiekty zapotrzebowanie jest wciąż duże, co do tego nie ma żadnej wątpliwości. Powstanie nowego żłobka jest więc powodem do radości, a jeszcze większa radość, gdy ma się w tym czynny udział. Projektowanie miejsca dla najmłodszych dzieciaków było wielką przyjemnością, bo i użytkownik wyjątkowy i możliwości kolorystyczne bardziej niż zwykle swobodne 🙂 Wymagania za to bardzo ściśle określone, termin wykonania zarówno projektu, jak i budowy krótki. Od uzyskania pozwolenia na budowę do zakończenia budowy minęło tylko 6 miesięcy!

Tutaj moment przekazania placu budowy i jej symbolicznego rozpoczęcia: łopatę wbijają zgodnie Prezydent Miasta Krakowa, Dyrektor Wydziału Inwestycji i Wykonawcy. Jako prowadząca projekt, z ramienia firmy, w której pracowałam, również miałam okazję brać udział w tej uroczystości, choć bez łopaty w ręku 😉

A2 copy

Tyle o rozpoczęciu, które miało miejsce w Dzień Dziecka:) Za to w ostatnim dniu 2011 roku żłobek w Krakowie został uroczyście oddany do użytku.

To budynek kameralny, choć mieści 100 dzieci. Maluchy mają do dyspozycji 4 sale z osobnymi łazienkami, miejscem do zabawy, spania, czy zjedzenia posiłku. Z każdej sali można wyjść na taras, a z niego bezpośrednio do dużego ogrodu. W żłobku funkcjonuje w pełni wyposażona kuchnia, sala gimnastyczna, a pracownicy mają wygodne zaplecze socjalne. W końcu żłobek powinien być miejscem przyjaznym dla dzieci i dla ich opiekunów 🙂

Bryła jest nowoczesna, składająca się z dwóch prostopadłościanów: szarego i białego. Całość przełamana jest tęczowymi paskami, które rozweselają budynek. Nawet fragment ogrodzenia został pomalowany w paski:)

1

2

Od czasu wybudowania obiektu przybyło sporo krzewów i kwiatów – pracownicy żłobka dbają, by wokół było zielono 🙂

3

Tutaj część kuchenna (na parterze) i pokoje administracji z zapleczem pracowników (I piętro).

4

Od strony ogrodu budynek jest przeszklony i otwarty na taras. Dzieci mają mnóstwo miejsca do biegania i zabawy na świeżym powietrzu.

6

5

7

8

Kolorowe słupy pomiędzy oknami podtrzymują łamacze światła, które zapobiegają nadmiernemu nagrzewaniu pomieszczeń podczas słonecznych dni.

9

To co? Wchodzimy do środka? 🙂

Kolory opanowały szatnię – pierwsze pomieszczenie, które wita dzieci. Szafki, grzejniki, podłoga – wszystko jak w kolorowance! Ujęcie jak w filmach Wesa Andersona 😉

ZW_6_BLOG

ZW_7_BLOG

Kolorowy korytarz prowadzi do sal zabaw dla dzieci. Sale są cztery, każda w innym kolorze. Posadzka korytarza została podzielona na cztery kolory, tak, aby od razu prowadziła do wybranej sali 🙂 Nawet drzwi są w intensywnych barwach. Białe ściany stanowią świetne tło dla mocnych barw i dzięki nim unikamy zbyt dużego kolorowego uderzenia 🙂

ZW_5_BLOG

Klatka schodowa prowadzi na I piętro, gdzie znajduje się sala gimnastyczna, pokoje administracji żłobka oraz zaplecze socjalne pracowników.

ZW_4_BLOG

Poniżej jedna z dziecięcych sal. W pozostałych salach maluchy właśnie ucinały sobie drzemkę 🙂

ZW_9_BLOG

Przy każdej z sal jest osobna łazienka. Tutaj też jest kolorowo!

ZW_1_BLOG

ZW_2_BLOG

ZW_8_BLOG

 

Przedstawiam Wam projekt, który jest mi szczególnie bliski. Przede wszystkim z uwagi na wyjątkowego Klienta, a mianowicie Klasztor Ojców Dominikanów w Krakowie. W poprzedniej firmie obsługiwaliśmy Klasztor w zakresie projektów różnych inwestycji. Było tego trochę, a w pewnym okresie większość projektów dominikańskich trafiała w moje ręce.

Między innymi projekt związany z remontem wyjątkowej przestrzeni w klasztorze, czyli Krużganków wokół największego wirydarza. Jeśli ktoś z Was był kiedyś w tym klasztorze, prawdopodobnie był i na Krużgankach 🙂

W 2012 roku rozpoczęły się prace remontowe i konserwatorskie. Założenie było ogromne, bo konserwacji poddane były nie tylko ściany, posadzki i sufity, ale i wszystkie obrazy, epitafia i inne elementy wyposażenia wnętrza. Celem było zarówno odnowienie wnętrz, z których najstarsze części są romańskie, jak i stworzenie swego rodzaju galerii obrazów, a także przestrzeni wystawienniczej i służącej różnym eventom dominikańskim. No i znowu, kto klasztor zna, ten wie, że ciągle coś się tam dzieje 🙂

3_600

2aaa

Założeniem było też poprawienie izolacyjności termicznej, bo zimą było tam naprawdę chłodno ;). W ogromnych oknach, przy okazji ich renowacji, założono więc drugą szybę – zestaw szklany, który ma stanowić barierę dla zimna.

9

I tutaj powoli zaczyna się moja rola, a mianowicie koordynatorki projektów instalacji c.o., elektrycznej, oświetleniowej i telewizji przemysłowej (monitoringu) na Krużgankach.

Stare, żeliwne grzejniki wymieniliśmy na podposadzkowe grzejniki kanałowe, zasłonięte metalową kratą. Dzięki temu uzyskaliśmy więcej ciepła w pomieszczeniu i powierzchni na posadzce. Przy okazji w kanałach grzejnikowych w osobnych boksach umieszczone zostały gniazdka elektryczne i sieciowe, dzięki czemu w każdej chwili można na Krużgankach zainstalować mobilne stanowiska do obsługi różnych wydarzeń.

1

10

Osobnym zagadnieniem, najtrudniejszym w całym założeniu, była iluminacja Krużganków. Należało pogodzić kilka ważnych obszarów: oświetlenie sklepień, obrazów, oświetlenie nocne i awaryjne. Nie chcieliśmy też mnożyć opraw, żeby nie zaburzać wnętrz nadmierną ilością elementów tzw. technicznych. Podejść do tematu oświetlenia było kilka. Kilka firm mierzyło się z wyzwaniem. Kilkukrotnie spotykaliśmy się w szerokim gronie konserwatorów, wykonawców, architektów i Dominikanów. Wszystko działo się około północy, żebyśmy mogli zobaczyć próby oświetlenia, gdy zapadnie już zmrok (a latem to dość późna pora 😉 ).

4

8_600

Efekt pracy wszystkich uczestników tego skomplikowanego procesu jest fantastyczny i zainstalowana iluminacja doskonale wydobywa walory wnętrza.

6

5_600

Oświetlenie obrazów jest bardzo efektowne – finalnie wybrano wariant, gdzie światło akcentuje wybrane sceny obrazu.

7

Całość robi ogromne wrażenie. Benedyktyńska praca konserwatorów zabytków, sprawne działania wykonawców instalacji, dobra organizacja całego przedsięwzięcia przyniosła doskonałe rezultaty. Jeśli będziecie w pobliżu, zajrzyjcie koniecznie – naprawdę warto!

Nadrabiam blogowe zaległości. W końcu miałam przedstawiać Wam kulisy mojej pracy, a praca wre od paru miesięcy bez przerwy. Blog wydaje mi się medium wymagającym, bo wpisać coś trzeba z sensem i zdjęcia porządnie przygotować.

Przygotowałam więc zdjęcia i rozpoczynam cykl poświęcony pewnej pięknej, choć nadgryzionej nieco przez ząb czasu kamienicy.

Kilka słów o niej: miejscówka w Krakowie powiedziałabym, bardzo w porządku. Zawartość w postaci kilku ciekawych firm z branży artystycznej i informatycznej, bardzo, bardzo fajna (wiem, bo poznałam prawie wszystkich ;)). Do tego obrazka zdecydowanie nie pasuje podniszczony budynek. Decyzja: remont.

Wcześniej elewacja wyglądała tak:

STARA ELEWACJA

Celem projektu był jej generalny remont.

W czerwcu ruszyły prace. Wcześniej opracowałam projekt witryn, bo lokale na parterze staną się wkrótce lokalami usługowymi. W miejsce okien pojawią się drzwi wejściowe oraz okna typu port-fenetre.

Witryny powstawały na zamówienie. Każdy detal ze starej stolarki miał być powtórzony w nowej. Kolor starannie dobrany do odcienia bramy wjazdowej. Zresztą sama brama wjazdowa też od jakiegoś czasu znajduje się w warsztacie stolarskim i jest poddawana renowacji.

Kiedy więc witryny zostały przywiezione na budowę, od razu pojechałam zobaczyć, jak wyszły, czy wszystko jest dokładnie tak, jak chciałam. W końcu to będą najważniejsze elementy parteru, coś, na co każdy przechodzący popatrzy. Praca stolarzy była jednak fantastyczna: witryny są piękne, wykonane z dbałością o najmniejszy detal. Tak wyglądały w oczekiwaniu na montaż.

3

2

A tak chwilę później, gdy już osadzono je otworze okiennym 🙂

1

W całej elewacji zostaną również wymienione okna. W tej chwili są i stare okna skrzynkowe, pamiętające czasy budowy kamienicy, jak i okna z II połowy XX w. i całkiem współczesne okna plastikowe. Niedługo wszędzie będą drewniane, wykonane w oparciu o oryginalny wzór. Z uwagi na sąsiedztwo ruchliwej ulicy, inwestor zamówił okna o podwyższonej izolacyjności akustycznej 🙂

Oto i fragment okna, które będzie montowane na pozostałych kondygnacjach:

IMG_0956

Całość zapowiada się naprawdę świetnie.

c.d.n. 🙂

 

To miejsce wyjątkowe dla mnie, ponieważ właśnie tam powstał budynek, z którym jestem mocno związana. To pensjonat, który miałam okazję zaprojektować razem z Joasią Ozorowską. Przepiękna lokalizacja, świetny inwestor i przemiły obiekt. Takie połączenie to marzenie architekta 🙂

Projekt powstał w 2008 roku, a jego realizacja została zakończona wiosną tego roku i od maja pensjonat gości już miłośników Bieszczadów 🙂 Wpisanie obiektu w bieszczadzki krajobraz stanowiło wyzwanie, bo choć tradycyjna łemkowska architektura kusi, by z niej czerpać, to jednak obiekt powstawał w XXI wieku i nie chciałyśmy udawać, że jest inaczej. Stąd w projekcie połączenie nowoczesnej formy i tradycyjnych materiałów wykończeniowych. Budynek ma dość smukłe proporcje, stromy dach i jest rozdzielony na dwie części. Pomiędzy nimi znajduje się łącznik z głównym wejściem i recepcją.

PENSJONAT 1a

PENSJONAT 2

Projekt zakładał wykończenie elewacji deskami drewnianymi układanymi pionowo i skośnie. Dach miał być kryty gontem. Podczas realizacji Inwestor zdecydował jednak o zastosowaniu bardziej ekonomicznego wariantu. W efekcie obiekt został otynkowany. Ale ambicją Inwestora było jednak wprowadzenie jakiegoś tradycyjnego, przyciągającego uwagę elementu. Stanęło na ozdobieniu elewacji wzorami inspirowanymi bojkowskimi koszulami. Efekt jest zupełnie inny, niż w projekcie, ale nie można odmówić pensjonatowi uroku i oryginalności 🙂 Obiekt całkiem zgrabnie „usiadł” w bieszczadzkim krajobrazie.

06 Pensjonat Horb

02 Pensjonat Horb

01 Pensjonat - Horb - zdjcie gwne CZYSTE

IMG_7384

IMG_7402

A sama budowa wyglądała tak:

Dojechać TUTAJ ciężką gruszką jest naprawdę nie lada wyzwaniem.

DSC00346

Tu będzie podcień i taras 🙂

IMG_3816

IMG_4400

Łącznik pomiędzy dwoma częściami obiektu (w jednej z pierwszych koncepcji miał być przeszklony:) ).

IMG_4379

 

IMG_4819

Wracając do stanu zrealizowanego i w pełni już funkcjonującego, to…

Bardzo przytulnie urządzone wnętrza stanowią doskonałe miejsce do odpoczynku. Obiekt może przyjąć 20 osób, wyposażony jest w pokoje z łazienkami oraz ogólnodostępny salon z jadalnią.

Główne wejście i recepcja. Wzory bojkowskie w pełnej krasie 🙂

RECEPCJA 024

Salon z jadalnią i wyjściem na taras.

SALON 022

I pokoje dla gości 🙂

AP DWA009

AP 002

NIEPENOSP 016

Chyba największą satysfakcją dla architekta jest realizacja projektu, gdzie zadowolone są wszystkie strony procesu inwestycyjnego, z Inwestorem i PINB-em włącznie. Tutaj udało się to w 100% 🙂

Jeśli ktoś ma ochotę na wyjazd w Bieszczady, z dumą mogę zaprosić do pensjonatu Horb 🙂

http://www.pensjonaty-bieszczady.pl/pensjonat-horb

 

 

Debiut w pracy samodzielnego architekta stał się dobrą okazją do podsumowań dotychczasowych osiągnięć. Liczby, które są wynikiem moich obliczeń zaskoczyły mnie samą 🙂 Na tyle, że postanowiłam zebrać je i pokazać w nieco nietypowych porównaniach. Poniżej infografiki, których opracowanie było dobrą zabawą, ale i powodem do dumy 🙂

KARTA_3 copy_960pxKARTA_1 copy_960pxKARTA_2 copy_960px

Bardzo serdecznie witam na moim blogu, gdzie nieco mniej formalnie będę pisać o swojej pracy, o tym, co się dzieje w projektach i w ich realizacji. To przestrzeń dla tych informacji, których w portfolio zamieścić się nie da, a czym chciałabym się z Wami podzielić. Mam nadzieję, że dzięki wpisom, przybliżę Wam swoją osobę, moje spojrzenie na architekturę i projektowanie, a także na moją pracę „od kuchni”.

FOTO_WPIS 1